- Po raz pierwszy w Cieszynie zaistniała taka sytuacja, że burmistrz nie ma większości w radzie. To znaczący sygnał spadku poparcia dla ekipy sprawującej władzę wykonawczą – mówi Olgierd Lizoń, który jako pierwszy w Cieszynie głośno zadeklarował, że będzie ubiegał się o fotel burmistrza.
W październiku 2009 roku mówił nam pan, że nie będzie po raz drugi startował w wyborach na burmistrza Cieszyna („Chcę się skoncentrować na biznesie. Nawet na radnego nie będę kandydował. Popchnę kogoś innego”). Co spowodowało, że zmienił pan zdanie?
- Nie mówiłem, że „popchnę” kogoś innego, tylko, że poprę. I to w sensie, że zajmę się kampanią wyborczą. Tak od marketingowej strony. Zdecydowałem się powtórnie powalczyć, bo widzę, że miasto nie wykorzystuje wielu szans. Miasto się starzeje i wyludnia. To symptomy regresu. Cieszyn jako miasto ma dobrą markę. Pozytywnie się kojarzy. Ma swój urok i klimat.
Z jakim programem będzie pan startował?
- Weryfikacja wieloletniego programu inwestycyjnego, sprzedaż mieszkań komunalnych. Ulgi w podatkach gruntowych dla firm planujących inwestycje i zatrudniających co najmniej 50 osób. Zwolnienia w podatkach dla firm planujących inwestycje i zatrudniających co najmniej 100 osób. Promocja infrastruktury jak i zasobów miejskich mogących być atutami decydującymi o wykorzystaniu przez potencjalnych inwestorów. Niezbędnym wydaje się plan zagospodarowania terenu targowiska na ul. Katowickiej i dopasowanego go do standardów XXI. Współpraca z ościennymi gminami pod względem pozyskania terenów pod inwestycje. Poprawa infrastruktury drogowej w ścisłej współpracy ze starostwem. Zwiększenie patroli służb mundurowych i monitoring miejsc o szczególnym natężeniu popełniania wykroczeń oraz przestępstw. Instalacje sygnalizacji świetlnych w miejscach gdzie występuje szczególne natężenie ruchu samochodowego i pieszego. Progi zwalniające w strefach zamieszkania. Radary dyscyplinujące do zachowania przepisowej prędkości w mieście. Powołanie nowej jednostki kultury – Cieszyńskie Studio Teatralne. Zwiększenie zaangażowania miasta w festiwal Kino na Granicy. Rozwiązanie kwestii lokalowej dla Zespołu Pieśni i Tańca Ziemii Cieszyńskiej. Promocja dobrze rokujących imprez, potrafiących zainteresować turystę do pobytu kilkudniowego w Cieszynie. Udział miasta w sporcie kwalifikowanym. Reaktywacja KS Piast. Restrukturyzacja Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Budowa stref aktywności rodzinnej (place zabaw dla dzieci i outdoor fitness dla dorosłych).
Pięć lat temu pańska kampania była organizowana z dużym rozmachem. Wszędzie było pełno pańskich zdjęć, banerów, plakatów, billboardów… Ta kampania musiała sporo kosztować. Teraz będzie podobnie – drogo i widocznie? Pański konkurent, dla odmiany, prezentował się bardziej skromnie i wygrał. Może tędy droga?
- To nie była droga kampania. Proszę sobie wyobrazić kampanię prowadzoną bez rozmachu przez challangera. Szanowny Konkurent nie wybrał lepszej metody walki o głosy wyborców, zdecydowała tylko przewaga bycia burmistrzem. Taki mały przykład to instalacja plakatów wyborczych w lokalach, gdzie najemcy mają umowę z miastem. Jest oczywiste, że tam moich plakatów być nie mogło. I też w istocie nie było. A pamiętna stała akcja, jakiej presji poddano najemcę lokalu ŻAK. Zarówno on, jak i właściciel firmy stawiającej rusztowania dzwonili do mnie, że muszę zdjąć plakat, bo mogą mieć problemy. To zdjęliśmy. Jednak nie dałem za wygraną. Plakat zawisł pod drugiej stronie Rynku, gdzie nie sięgała jurysdykcja miasta. To było naprawdę żałosne, że posunięto się do czegoś tak nieeleganckiego. A co do samej kampanii, to myślę, że tym razem będzie równie tanio i przede wszystkim skuteczniej.
W naszym sondażu z października 2009 roku wynikało, że tylko pan może wygrać z burmistrzem Fickiem. Na Ficka głosować chciało 27,3 proc. respondentów, na pana 16,2 proc. Pięć lat temu w wyborach uzyskał pan niespełna 33 proc. głosów poparcia, przy 53 proc. Bogdana Ficka, który wygrał w pierwszej turze. Teraz jest pan bardziej znany, ale nie boi się pan ponownej porażki?
- Niewielu rzeczy się boję, ale na pewno nie tego. Daję mieszkańcom Cieszyna konkretną propozycję. Oni zdecydują jaka wizja miasta im odpowiada.
Pan, radni Jan Żurek i Aleksander Matysiak jesteście uważani przez konkurentów politycznych za populistów za wszelką cenę dążących do władzy. Jeszcze nigdy w Cieszynie nie było tylu politycznych kłótni, co w tej kadencji. Niektóre kłótnie prowokowała ekipa Ficka, większość jednak to wasza zasługa. W dodatku do niczego one nie doprowadziły. Jesteście pewni, że tędy prowadzi droga do pełni władzy w mieście?
- Populizm? Zupełnie do mnie nie pasuje. Widać konkurenci polityczni przyklejają to po prostu swoim oponentom. 15 lat pracuję w korporacjach. Tam nie uprawia się populizmu, tylko pragmatyczny realizm. Nie podzielam też stanowiska, że było pełno kłótni. To polemika, a nie kłótnia. Po prostu odmienna wizja miasta i metod gospodarowania budżetem. Po raz pierwszy w Cieszynie zaistniała taka sytuacja, że burmistrz nie ma większości w radzie. To znaczący sygnał spadku poparcia dla ekipy sprawującej władzę wykonawczą.
Ile ma pan lat?
- 25 sierpnia stuknie mi czterdziestka.
Fotel burmistrza ma być trampoliną do czegoś więcej?
Tak. Ma być więcej miejsc pracy w Cieszynie.
Rozmawiał: WOJCIECH TRZCIONKA